Dwie Córki

Dwie Córki

środa, 15 kwietnia 2015

Matka Natura rodzi w domu

Już samo pojęcie "poród" wywołuje skrajne emocje. Większosć automatycznie skrzywi się teraz w duchu, a pierwsze skojarzenie będzie oscylować wokół słowa "ból". Część kobiet zacznie płakać, część machnie ręką "na szczęście mam to już za sobą!", część powie, że nigdy więcej... 
A co dopiero  p o r ó d  d o m o w y . . .


Wspomnienie

Mój drugi poród, domowy, jest w tym momencie moim najlepszym życiowym wspomnieniem. Nie mam drugiego takiego, który z automatu wprowadziłby mnie w rozanielony nastrój z błogim uśmiechem na twarzy. Jeśli chcę sobie poprawić humor - myślę o narodzinach drugiej córki. Niemożliwe?

Nie chcę po raz kolejny pisać jak było, jakie emocje mi towarzyszyły i co działo się po kolei. O tym możecie przeczytać TU i TU. Ten post ma być o przygotowaniu do porodu domowego, o formalnościach z tym związanych, i o tym co się dzieje jak już dzidziuś się urodzi. Ja w domu urodziłam drugie dziecko i często słyszę, że przy drugim porodzie jest łatwiej, bo już wiadomo "z czym to się je".

Dlatego zaprosiłam do współpisania moją koleżankę, która swoją pierworodną urodziła w domu, w Warszawie. Dodatkowo był to poród z węzłem prawdziwym na pępowinie. Macie ciarki? Może jakby to był poród w szpitalu, to tak, finał mógłby być inny. Nie powiem nic więcej tylko dalej, w tekście, podam link do całego opisu rodzenia się małej Luśki.

TU Lejla dzieli się swoim radosnym rodzicielstwem.









Jak się przygotować?

"Najważniejsze jest silne, wewnętrzne przekonanie o tym, że naprawdę chcemy porodu domowego – z całym jego pięknem i trudem. Jeśli mamy jakieś wątpliwości najlepiej usiąść i czytając, rozmawiając, pogłębiając swoją wiedzę - po kolei je rozwiewać. Zawsze możemy też nasze obawy omówić z położną – one są do tego przyzwyczajone i chętnie odpowiadają na pytania. To one są dla nas, nie my dla nich. Co ważne położna domowa nigdy nie będzie namawiała Was do porodu domowego, może pomóc rozprawić się z lękami, porozmawiać z mężem, ale decyzja należy tylko do Was. Irena Chołuj, z którą rodziliśmy, podkreślała, że w każdej chwili – nawet w trakcie „prawidłowej” akcji porodowej – możemy się rozmyślić" - pisze Lejla, Warszawianka. Ja we Wrocławiu rodziłam z Grażyną Białkowską-Bliger. Miałyśmy jasno ustalone w jakich sytuacjach nastąpi transfer do szpitala i kiedy nastąpi to "bez dyskusji". Położne w najbliższym szpitalu były poinformowane (przeze mnie) o porodzie domowym w danym terminie.

Kiedy znajdziemy już swoją położną ona dokładnie nami pokieruje i powie jakie dokumenty trzeba jej przesłać, jakie dodatkowe badania zrobić i co kupić do samego porodu. To ostatnie to nieduży wydatek i najłatwiej wszystko zamówić w jednej aptece.

Na pewno przydadzą się:
  • Podkłady medyczne 60x90 lub większe - 10 szt. (użyliśmy połowy, reszta przydała się później, jako legowisko dla gołej córki – w ramach wietrzenia pupy. Za to kupiłam dwa jednorazowe prześcieradła, za ok.3-5 zł, żeby mieć mniej prania i zawracania głowy).
  • Duże podpaski przynajmniej 20 szt., jeśli ktoś woli - może być lignina pocięta i złożona na wkładki w odpowiednim rozmiarze (ja od drugiego dnia po porodzie używałam tetry i bardzo polecam to rozwiązanie);
  • Kilka chłonnych ręczników frotte;
  • Pieluchy tetrowe lub flanelowe;
  • Niewielka miska na łożysko;
  • Gaziki jałowe (min. 20 szt.) do zabezpieczenia kikuta pępowiny i ewentualnie do szycia krocza;
  • Mała, przenośna lampka (jak na biurko);
  • I oczywiście: torba do szpitala (oby się nie przydała).
Lista podana przez Lejlę nie jest zbyt obszerna, ja dołożyłabym do niej jeszcze:
  • ciemne, duże, zawiązywane worki na śmieci;
  • pieluchmajtki, 3 szt. które dostałam od Grażyny i które bardzo ułatwiły mi życie w pierwszej dobie po porodzie.
Położna przywozi ze sobą narzędzia medyczne, detektor tętna (tzw. Doppler), środki do znieczulenia miejscowego, nici chirurgiczne, płyny do nawodnienia dożylnego, wszystko, co potrzebne do pobrania krwi na badania, wagę i miarkę itp. Irena miała ze sobą też stołek porodowy i koło ratunkowe – miało służyć za poduszkę pod plecy w wannie, ale mieliśmy swoją, poduszkę właśnie. Oferowała też, że przywiezie ze sobą dmuchaną piłkę, ale mieliśmy dwie. Warto skonsultować z położną to, jakim sprzętem dysponuje i w co, możecie się jeszcze ewentualnie zaopatrzyć. Wrocławska połozna, Grażyna, ma na przykład żel położniczy i Elle Tens (elektrody przypinane w części krzyżowej kręgosłupa - jako jedna z metod niefarmakologicznego łagodzenia bólu).

Przydatne bywają karimaty – wygodnie się na nich klęczy i córka Lejli urodziła się nad jedną z nich. Mi właśnie czegoś takiego brakowało, a że rodziłam w pozycji kolankowo-łokciowej to miałam potem nieco obolałe kolana i łokcie.

Jak znaleźć położną?

Najłatwiej wejść na stronę Dobrze Urodzeni i użyć wyszukiwarki. Przyda się nam ona nie tylko do znalezienia zrzeszonej położnej, ale także do znalezienia szkoły rodzenia, położnej prowadzącej ciążę, doradcy laktacyjnego itd. "W ten sposób znalazłam swoją Irenkę, której towarzyszyła Mariola (ją również można znaleźć w „szukałce”)" - tak, Lejla miała dwie położne obecne przy porodzie. Ja, we Wrocławiu miałam jedną, choć chodzą słuchy, że i u nas coraz popularniejsze stają się tandemy. Jest to wygodne o tyle, że jeśli cokolwiek się wydarzy i jedna położna nie będzie w stanie dotrzeć na czas, zawsze mamy wyjście awaryjne w postaci drugiej położnej.

"Większość położnych przyjmujących porody domowe w Warszawie na co dzień pracuje w Szpitalu św. Zofii. Z różnych przyczyn omijam ten szpital szerokim łukiem, ale znajome bardzo chwalą sobie usługi położnych domowych z tego szpitala. Pierwszy haczyk tkwi w tym, że wymagają one ukończenia przyszpitalnej szkoły rodzenia (koszt ok. 600 zł). Nie wiem czy jest to obowiązkowe przy kolejnym porodzie. Ja nie chodziłam do żadnej. Drugi haczyk jest taki, że w razie ewentualnych komplikacji rodzącą wiezie się do Szpitala św. Zofii, a nie najbliższego. Zapewne, w razie potrzeby natychmiastowej interwencji ten zapis umowy by nie obowiązywał, ale w umowie z Irenką mogłam sobie wybrać do którego szpitala chce jechać, jeśli czas na to pozwoli i podać drugi najbliższy, jeśli czas by naglił" - pisze Lejla. Wrocławskie położne przyjmujące porody domowe nie pracują w żadnym szpitalu. Przy drugim dziecku ja również nie chodziłam do Szkoły Rodzenia. Przy Starszaku odbyliśmy kurs w Szkole Świadomego Macierzyństwa.

"Niestety jeszcze nie odkryłam jak szuka się położnej niezrzeszonej, a może być to bardzo ważna sprawa dla kobiet zdyskwalifikowanych do porodu domowego przez poprzednie cięcie cesarskie lub paciorkowca (akurat Irena Chołuj warunkowo z GBSem przyjmuje)" - pisze Lejla. Osobiście wydaje mi się, że szuka się jej po prostu "z polecenia", a więc poprzez kobiety, które rodziły w domu i przez same położne.


Kwalifikacja

To, czym przede wszystkim różni się poród domowy od szpitalnego to godziny spędzone na rozmowach z położną i kwalifikacja. "Na pierwszą wizytę jedziecie z mężem do domu położnej (ewentualnie za dopłatą ona fatyguje się do Was). My byliśmy umówieni na wizytę dwugodzinną, a trwała ona trzy godziny – nikt nikogo nie pogania, rozmawia się jak ze starą przyjaciółką i obie strony starają się poznać jak najlepiej. Takie spotkanie wcale się nie przykrzy" - pisze Lejla. Nasze spotkanie z naszą położną odbyło się trochę na wariackich papierach, bo jak wiecie jedna położna zostawiła mnie w 37. tygodniu i praktycznie na sam koniec, rzutem na taśmę, udało mi się znaleźć nową. Ale z położną domową można się także umówić na prowadzenie całej ciąży (o tym przeczytacie tu - Prawa w ciąży i na porodówce).

"Wspólnie, bardzo dokładnie wypełniacie z położną dokumenty dotyczące przebiegu ciąży, aktualnego stanu zdrowia, chorób przewlekłych w Twojej i męża rodzinie, przebytych zabiegach. Położne domowe pytają także o depresje i inne problemy psychiczne występujące w rodzinie. Zapytani zostaniecie również – Ty i mąż - o wykształcenie i wykonywany zawód. To wywiad medyczny, który przy porodzie szpitalnym wypełnia się w trakcie (sic!) porodu, po przybyciu do szpitala. Niektóre moje znajome opowiadały mi, że były przekonane, że to ukryta kamera…
Irena podpowiedziała, żebym w swoim szpitalu „awaryjnym” zapytała o możliwość wypełnienia tej dokumentacji wcześniej, a nie podczas skurczy. Niestety, nie było takiej możliwości. Może w Twoim szpitalu jest inaczej – warto zapytać" - pisze Lejla. My cały wywiad uzupełnialiśmy już po porodzie. Z kanapy, leżąc razem z naszą piękną, nowonarodzoną córką.

"Kiedy Irena poprosiła mnie, żebym się wygodnie ułożyła na kanapie i wyjęła to:

mało zawału nie dostałam: ‘Gdzie ona będzie mi to wkładać?!'. To jest miednicomierz, urządzenie niemal zapomniane, a szkoda – służy do pomiaru zewnętrznych wymiarów miednicy, dzięki którym położna może przewidzieć przebieg porodu i to czy ze względu na jakieś nieprawidłowości, może zajść potrzeba cesarskiego cięcia. Zdaje się, że położne domowe używają go wyłącznie przy pierworódkach". Grażyna niczego takiego nie wyjmowała. Ale ja nie byłam pierworódką.

"Później chwytami Leopolda położna bada ułożenie dziecka. Nauczyła też tego mojego Męża. Od tej wizyty pozostawałyśmy w stałym kontakcie i Irena przy każdej okazji przypominała mi, że jest dla mnie dostępna przez 24 godziny na dobę i mogę dzwonić z każdą wątpliwością, a od 37 tygodnia co 2-3 dni mam zadzwonić lub wysłać sms z informacją jak się czuję" - wspomina Lejla. Ja również miałam przykazane meldować się oraz dzwonić w każdej sytuacji, nawet w nocy o północy (położna domowa czekająca na poród nigdy nie ma wyłączonego ani wyciszonego telefonu).

Druga wizyta

"Na drugą wizytę przed porodem przyjechała do nas Mariola, czyli nasza druga położna i wzięła od nas podpisaną umowę (którą dostaliśmy o wiele wcześniej do wglądu). Żadnej zaliczki – ją wpłaciliśmy dopiero w dzień narodzin córki! Resztę kwoty płaciliśmy w ratach, więc nie był to cios dla domowego budżetu. Ustaliliśmy też szczegóły dotyczące odcięcia pępowiny – że chcemy poczekać do ustania tętnienia, ale nie chcemy porodu lotosowego. Po porodzie położne i tak jeszcze raz zapytały co chcemy zrobić z łożyskiem – zachować czy oddać do utylizacji". Tak było u Lejli. Grażyna nie miała dla mnie żadnej umowy, oprócz słownej. Płaciliśmy dopiero po porodzie, również mieliśmy możliwość wpłaty w ratach. Koszt mojego wrocławskiego porodu domowego w 2014r. wynosił 2500zł. Koszt porodu warszawskiego w tym samym roku - 2350zł.

Dodatkowe badania

"Kobieta rodząca w domu musi być absolutnie zdrowa - chwilami czułam się jak maratończyk, słysząc o kolejnych badaniach do wykonania..." - pisze Lejla. "Teoretycznie, poza kwalifikacją, rodzące w domu muszą dodatkowo mieć jedynie świeży wynik cytomegalii (niektóre szpitale refundują to badanie w III trymestrze, inne nie – mój należał do tych drugich). Teoretycznie, ponieważ jeśli cokolwiek zaniepokoi położną, będzie chciała rozwiać swoje wątpliwości, tak było w naszym przypadku – cierpię na „zespół białego fartucha”- podczas badań w przychodni momentalnie wzrasta mi ciśnienie, dlatego Irenka zobowiązała mnie do codziennych pomiarów ciśnienia w domu (ciśnieniomierz pożyczyłam). Ponieważ nie zgodziłam się też na test obciążenia glukozą co kilka dni sprawdzałam poziom cukru glukometrem". Ja miałam opiekę w prywatnej placówce służby zdrowia, więc komplet badań zrobiłam w ramach abonamentu. Ważny jest wynik USG wykonywanego ok.13 tygodnia ciąży.

„Mimo że warunki w szpitalach się poprawiają, nadal są kobiety, które chcą rodzić w domu. W moim kalendarzu porodowym mam zapisanych pięć, sześć rodzących w miesiącu, a zostaje z tego jedna, dwie lub żadna (…) bo jest dużo dyskwalifikacji. Położenie miednicowe, dwunaczyniowa pępowina, małopłytkowość, podwyższone ciśnienie, cukrzyca ciążowa i inne.”
Irena Chołuj, w książce Sylwii Szwed „Mundra”


Czym różni się poród domowy od szpitalnego?

Lejla: Mam ochotę napisać, że wszystkim, ale przecież nie mam porównania. To co wiem na pewno, to to, że można mieć rozwarcie na pięć centymetrów przez pięć godzin (to było u nas: urodzona o świcie) i nikt z tego powodu poda oksytocyny. Nie jest się „łóżkiem numer 5”, ani „testem oksytocynowym”, tylko Majeczką, Karolinką czy Dominiczką. W domu rodzi się po prostu pięknie (czyli jak?). We własnym rytmie. We własnym salonie, kuchni, sypialni. W otoczeniu przyjaciół, a nie obcych. To Ty – rodząca decydujesz co, gdzie, kiedy i jak, położna jedynie obserwuje, nie przeszkadza. Jeśli chcesz pomoże Ci oddychać, potrzyma Cię za rękę, doda otuchy, a jeśli wolisz, żeby dała Ci święty spokój posłucha i tej prośby (często nie trzeba jej nawet zwerbalizować). Kiedy Wasze Dziecko już jest na świecie nikt nie zakłóca Wam wspólnych chwil. Możecie leżeć ciało do ciałka ile dusza zapragnie. Położne pomagają przystawić dziecko do piersi i zajmują się szyciem, jeśli jest taka potrzeba. Przez cały ten czas Maluch może być przy Tobie. Irena bezskutecznie próbowała zagonić mojego Męża do łóżka, żebyśmy się sobą nacieszyli – latał jak kot z pęcherzem, a to niosąc mi zupę, a to dzwoniąc do szpitala z zapytaniem o formalności.

Ja mam porównanie. I muszę napisać to samo, co Lejla wyżej: w domu rodzi się po prostu pięknie. Spokojnie. We własnym tempie. Jest czas na wszystko. Nikt niczego nie pośpiesza. Nasuwa mi się porównanie porodowe "Olga-Dalia" - siedzę na piłce miażdżąc rękę małżonowi, bo właśnie zaczynają się skurcze krzyżowe i boli okrutnie. Wchodzi nasza położna i oznajmia "teraz będzie badanie". Ja nie reaguję, skupiam się na skurczu, ona powtarza, ja dyszę "cicho!", a ona "coooo? jak ty do mnie mówisz??". Analogicznie, poród nr 2: siedzę na piłce, opieram się o umywalkę, z prawej na kibelku siedzi położna, z lewej pod prysznicem małżonek mój. Rozmawiają o, uwaga, piecach kaflowych i węglu na zimę (!!!), nadchodzi skurcz, syczę "ciszaaaa", nastaje CISZA, koniec rozmowy. Ja skupiam się na oddechu, skurcz mija, mówię "no to co z tym węglem?".

Formalności po porodzie

Położna wystawia:
  • Zaświadczenie o urodzeniu dziecka potrzebne do rejestracji w USC - rodzice mają 14 dni na rejestrację dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego odpowiednim dla miejsca urodzenia dziecka (we Wrocławiu akt dziecka urodzonego w domu wydawany jest od ręki);
  • Książeczkę zdrowia dziecka;
  • Kartę uodpornienia (położna lub rodzice powinni zanieść do przychodni, w której zapisane będzie dziecko) oraz książeczkę szczepień dziecka;
  • Zaświadczenie dla pracodawcy potrzebne do uzyskania urlopu macierzyńskiego (nie wszyscy pracodawcy wymagają).
  • Listem przesyła też opis porodu (we Wrocławiu nie, natomiast otrzymaliśmy normalny rachunek za poród, żeby nie powiedzieć paragon;) ).
I co dalej?

Dziecko urodzone w domu omija seria procedur szpitalnych. Moja córka została odpępniona dopiero po porodzie łożyska. Osobiście przecięłam pępowinę i było dla mnie ogromnie istotne, że mogę zrobić to sama. Przy porodzie Starszaka położna dała wybór jedynie ojcu, a gdy ten powiedział "nie" przecięła nie pytając już mnie o zdanie (a ja nie wiedziałam, że mogę! Wy wiecie?).

Również w naszej gestii pozostała sprawa łożyska. Było bardzo duże, bardzo krwiste i do dziś zastanawiam się dlaczego nie zrobiłam zdjęcia na pamiątkę. Mogłam je zatrzymać - zamrozić albo wysuszyć. Mogłam je też zakopać w ogrodzie i na nim zasadzić drzewo. Mogłam je również sproszkować i zakapsułkować. Do wyboru do koloru, niestety przerosło mnie to chyba, bo ostatecznie pojechało z położną do utylizacji.

Nowonarodzonego człowieka nie odśluzowuje się ani nie przeprowadza zabiegu Credego. Nie są aplikowane zastrzyki z witaminą K, omija go też szczepienie w pierwszej dobie życia. Położna w książeczce zdrowia oraz w karcie szczepień umieszcza adnotację "rodzice nie wyrażają zgody na szczepienie" i od tej chwili w Waszych rękach spoczywają dalsze losy kalendarza szczepień (Lejla dodaje, że oni takiej adnotacji nie dostali - czyli mimo podobieństw, każdy poród domowy jest inny, dużo zależy od położnej). Jeśli chcecie szczepić dziecko to po prostu udajecie się do przychodni i tam zamawiana jest specjalnie dla Was szczepionka na gruźlicę z sanepidu (darmowa). My odpuściliśmy szczepienie Euvaxem, który jest na WZW, ponieważ wybraliśmy 6w1, a w nim jest Engerix - po konsultacji z pediatrą ustaliliśmy, że nie ma sensu dublować dawki.
Co się tyczy badania słuchu, o którym informuje duża naklejka WOŚP na pierwszej stronie książeczki zdrowia każdego noworodka - pediatra kieruje na to badanie do odpowiedniej placówki. Wizyta jest bezpłatna, tylko trzeba się zarejestrować (we Wrocławiu jest to np. ośrodek laryngologiczny przy ul.Gajowej 23).

Można zaprosić do domu neonatologa, by ocenił stan noworodka (ale nie trzeba, ponieważ robi to położna). W piątej dobie zwykle (bo do nas trafił w dziesiątej) z wizytą patronażową przychodzi pediatra z przychodni i jest to wizyta bezpłatna, niezależnie od tego, czy dziecko rodzi się w domu czy też w szpitalu. Przychodzi również położna środowiskowa (jak do nas, hihi), ale tutaj nie musi to wcale być położna z rejonu, ponieważ same możemy ją wybrać wypełniając deklarację nfz.

"Dostaliśmy telefony do neonatologów przyjeżdżających do domu (w umowie zobowiązaliśmy się do „zaproszenia” lekarza w ciągu 48h, by ocenił stan noworodka) i adres punktu szczepień (na gruźlicę  w Warszawie nie szczepi się wszędzie)" - pisze Lejla.

W trzeciej dobie położna domowa pobiera krew z piętki do badań przesiewowych, waży dziecko i ogląda mamowe krocze (sprawdza też ewentualne szwy).

Po porodzie kontakt z położną pozostaje - co jakiś czas dzwonimy do siebie z informacją jak się czujemy. Jest to niesamowicie miłe! Ja swojej położnej przesyłam co kilka miesięcy fotkę córki na facebooku:)

Lejla w umowie miała zapis, że położna zostaje dwie-trzy godziny po porodzie. Irena została z nimi aż sześć bardzo miłych godzin. Mało tego, pożyczyła jej mężowi samochód, żeby zawiózł krew pępowinową do badań (u nas takich badań nie było). Grażyna również była z nami bardzo długo, a dodatkowo wieczorem wpadła jeszcze raz z czekoladą dla Starszaka. Bo Olga była obecna przez większość pierwszej fazy, potem pojechała do przedszkola, a jak wróciła to jej maleńka siostra była już na świecie i to właśnie ona, dumna starsza siostra, powitała ją jako pierwsza, zaraz po nas <3







Trzy mamy, trzy blogerki znają Matkę Naturę z każdej jej strony. Same walczyły o dobry i zdrowy poród, o karmienie naturalne, o własne wybory. Teraz dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem oraz zapraszają na cykl wpisów, poświęconym świadomemu macierzyństwu w zgodzie z naturą. Nie będzie polemiki z innymi metodami, nie będzie dyskredytowania odmiennych przekonań. Wierzymy, że bez względu na dokonywane wybory, każda mama chce dla swojego dziecka najlepiej. My tylko pokazujemy i polecamy nasze. 

Dotychczas w cyklu ukazały się posty:


14 komentarzy:

  1. Jak ja zazdroszcze!! Mimo ze pierwszy, szpitalny poród pierwszej z corek wspominam bardzo dobrze to marzylam o porodzie domowym. Niestety moje dwie kolejne corki blizniaczki urodzily sie przez CC wiec tez w szpitalu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz trzy córeczki? orajuu, zazdro ;) w polsce niestety 99% ciąż mnogich rozwiązuje się przez cc. mam jedną koleżankę, która urodziła bliźniaczki naturalnie.

      Usuń
  2. A mnie się dziś śniło że urodziłam w domu! bez skurczów krzyżowych i z lekkim bólem :D taki poród przy kolejnym rozumiem! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Z jednej strony bym chciała, z drugiej chyba nigdy się nie zdecyduje bo za duży we mnie jest lęk że jakby coś się stało to dzieciątko może ucierpieć na braku szpitalnego sprzętu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie każda kobieta może urodzić w domu - dlatego pierwszą i najważniejszą kwalifikacją jest twoja wewnętrzna siła i przekonanie, że chcesz to zrobić. nie? to nie :) i to jest ok. można dobrze urodzić również w szpitalu.

      Usuń
  4. Mam pytanie. Dlaczego nie chcialabys rodzic w szpitalu sw. Zofii ? Rodzilam w tym szpitalu. Teraz sie zastanawiam czy innego nie wybrac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej to pytanie zadać bezpośrednio Lejli http://rodzicielstworadosci.com/

      Usuń
  5. Ja też ciągle się zastanawiam nad porodem w domu. Przeczytałam już ze 100 artykułów, opowieści kobiet, które zdecydowały się poród domowy ale ciągle się boje, że gdy coś zacznie iść nie tak to będzie to moja wina bo mogłam iść do szpitala...

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja właśnie 14 czerwca urodziłam w domu mojego Adasia:) pierwsze moje dziecko:) z Panią Grażynką Bliger:)
    Jak cudownie ja zrobiłam że taką decyzję podęłam:))))
    Jak kiedyś szukałam informacji o Pani Grażynie to na ten artykuł trafiłam i nie wiem czemu teraz znowu:) więc się wpisze:)
    Myślę czy mojego porodu też jakoś nie opisać, bo takimi dobrymi wieściami należy się dzielić:) ale nigdy bloga nie pisałam i zielona jestem w tym temacie.
    Całusy dla Autorek*)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje <3 jeśli chciałabyś opublikować swoją opowieść tutaj to prześlij mi ją na maila m.s.cichonska@gmail.com :*

      Usuń
    2. ona jeszcze nie jest zredagowana:) na razie tylko pomysły w mojej głowie powstają jak ją napisać:)

      Usuń