Dwie Córki

Dwie Córki

środa, 18 marca 2015

Matka Natura o dwóch sercach w jednym ciele


Matka Natura - post 1 "Ciąża fizjologiczna"

Równowaga, harmonia, homeostaza. Samoregulacja procesów biologicznych, utrzymywana dzięki mechanizmowi sprzężenia zwrotnego. Feedback procesów zachodzących w naszym organiźmie. Czysta fizjologia.


Definicji ciąży fizjologicznej oficjalnie w Polsce nie ma. Bo taka ciąża jest niczym Yeti - wszyscy słyszeli, a jednak nikt nie widział.

Żyjemy w czasach, w których zwyczajnie nie ma czasu. Świat gna do przodu, nie ma opcji na pauzę, na zastanowienie, przemyślenia czy powrót do korzeni. Czystość, natura - co to jest? Śmieszne! W końcu mamy XXI wiek - nowe nowinki, technologie, wynalazki. Nie omija to również sfery macierzyństwa. Wspieramy maleńkie kropeczki na ekranie monitora USG, potrafimy ratować wcześniaki, sięgamy dalej, do in vitro. Niemowlaki zasypujemy toną elektroniki, plastiku, twierdząc uparcie, że to dla ich dobra i prawidłowego rozwoju. To wszystko stało się znakiem naszych czasów. Rodzimy coraz później, coraz mniej dzieci, coraz trudniej zachodzimy w ciążę. I niezmiernie rzadko się zdarza, że mija magiczne 40 tygodni a my możemy pochwalić się zerową liczbą interwencji. 

Przyjmuje się, że suplementacja czy nawet zwyczajna no-spa, łyknięta przecież tylko profilaktycznie, dyskwalifikuje nas z fizjologii (!). Dla mnie to trochę przesada, bo wtedy trzeba by stwierdzić, że takich ciąż w rzeczywistości naprawdę nie ma. Więc na potrzeby posta przyjmiemy moją wersję - ciąża fizjologiczna to ciąża bez powikłań i patologii. Taka, która nie wymaga wspomagania farmaceutykami ani hospitalizacji.

Stan, gdy kobieta nosi w sobie dziecko powinien trwać 40 tygodni. Plus minus dwa. Czyli widełki 38-42 są jak najbardziej w normie. Warto o tym pamiętać, gdy w 41. tygodniu lekarz prowadzący wręcza nam skierowanie do szpitala na oddział patologii ciąży. Jeśli wszystko jest w porządku możecie nie wyrazić zgody na przyjęcie do szpitala ani tymbardziej na wywoływanie porodu aż do 42. tygodnia. A gdy ta magiczna data nadejdzie rozmawiacie poważnie z bobasem i dajecie do zrozumienia, że jak teraz się nie zmobilizuje do wyjścia to mamusia będzie bardzo niezadowolona. O naturalnych metodach wywołania porodu będzie w kolejnym poście o porodzie domowym.

Mam za sobą dwie ciąże fizjologiczne. Nie "bez-nospy-i-totalnie-bez-interwencji" ale bez patoligii, wymagających zastosowania cięższego kalibru medycyny. Powiedzmy sobie wprost - spora część interwencji, jake stosują lekarze prowadzący ciążę, jest trochę na wyrost, na zapas, "w razie gdyby coś się stało". Tymbardziej, że spora część kobiet czuje się zdecydowanie lepiej, gdy coś się dzieje - mają poczucie, że są poważnie traktowane, że ktoś się nimi opiekuje. 

Klasycznym przykładem jest moja ciąża ze Starszakiem. Pracowałam fizycznie w branży ogrodniczej niemalże do porodu. W szóstym miesiącu pojechaliśmy zakładać ogród, ja kozak, bo oczywiście ciąża to nie choroba, wzięłam największy sekator i do roboty. Na drugi dzień miałam okropne bóle brzucha (najprawdopodbniej zwyczajne zakwasy!), z płaczem pojechałam do szpitala. Siedziałam na izbie przyjęć 5 godzin. Gdyby rzeczywiście coś złego się działo... Nie wiem jakby się skończyło. Na szczęście wszystko było dobrze - zostałam zbadania przy użyciu wielkiego, szpitalnego wziernika, zrobili mi KTG, USG i... dali leki. Po co? Nie wiem. Przecież wszystko było ok! Telepało mnie po nich zawodowo, czułam się jak po 8 kawach. Szczęśliwie lekarz na wizycie kontrolnej kazał odstawić, bo w końcu nic się nie działo to po co brać?! Szpital w przypadku ewentualnych roszczeń był kryty, ja zadowolona, że nie odesłali mnie z kwitkiem. A czy to było w rzeczywistości potrzebne? Nad tym nikt się nie zastanawiał. Mniej czasu zajęło wypisanie recepty niż poświęcenie go na rozmowę, wywiad, zastanowienie się nad przyczyną, uspokojenie mnie. W położnictwie lepiej coś zrobić, niż nie robić nic. To zgubna zasada, niestety powszechnie stosowana.

Dużo wymiotowałam. Kto mówi, że każda ciąża inna? Moje były identyczne! Rzygałam jak kot, całą dobę, poranne mdłości były poranne tylko z nazwy. Potrafiłam obudzić się w środku nocy, puścić pawia i iść spać dalej. Czysta fizjologia. Mm-m. Byłam zmęczona, miałam śpiączkę i migreny. Każdego, który twierdził, że ciąża to taki piękny stan miałam ochotę udusić na miejscu. Ale mijał pierwszy trymestr i jak za dotknięciem magicznej różdżki wszystkie dolegliwości ustępowały. Oczywiście nie zawsze jest tak różowo, czasem "przyjemności" ciągną się chwilkę dłużej, a czasem do końca, lub na końcu jeszcze raz, ostatni, dają o sobie znać (tak, to też o mnie - dwa porody z miską w użyciu).

Pod koniec ciąży równie popularny jest spadek hemoglobiny. Jest to totalna fizjologia, natomiast wielu lekarzy zaleca wtedy suplementacje. Kto nie brał żelaza w ciąży i nie spędzał potem godziny w toalecie? Oczywiście, zdecydowana większość (ufff, nie tylko ja!). Moja hemoglobina całe życie utrzymuje się na poziomie 11, przy normie 12. Ale gdy pod koniec obu ciąż spadała mi do 10 lekarze bili na alarm. Żaden nie spojrzał na wyniki startowe, nie wziął pod uwagę, że ja już od początku byłam pod kreską. Po porodzie spadła do 9 - "W szpitalu już byśmy Pani przetaczali krew!!!" - na szczęście urodziłam w domu:) I do 11stki dobiłam samą dietą. 

Coraz częściej chcemy mieć wszystko dookoła siebie pod kontrolą. Siebie samych i nasze nienarodzone dzieci również. Lepiej czujemy się, gdy mamy coś wypisywane, sprawdzane, gdy lekarz poświęca swój czas robiąc USG na comiesięcznej wizycie. Czujemy się usatysfakcjonowane, ponieważ nasza potrzeba uwagi zostaje zaspokojona. 

W tym uporządkowanym świecie z tabelkami, normami i wspomagaczami zaczyna brakować miejsca na... naturę. To, co naturalne zostało zepchnięte na margines fanaberii, wymysłów, bzdur. A za chwilę będzie za późno. Za 30 lat kobiety nie będą rodzić dzieci. Za 30 lat - czyli nasze córki. 

To właśnie ten moment - TEN - na pauzę. Na zastanowienie, włączenie myślenia. Poświęćmy 5 minut dziennie na wsłuchanie się w potrzeby własnego ciała. Najprościej sięgnąć po pigułkę. Niech naszą pigułką stanie się na nowo Natura.

Trzy mamy, trzy blogerki znają Matkę Naturę z każdej jej strony. Same walczyły o dobry i zdrowy poród, o karmienie naturalne, o własne wybory. Teraz dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem oraz zapraszają na cykl wpisów, poświęconym świadomemu macierzyństwu w zgodzie z naturą. Nie będzie polemiki z innymi metodami, nie będzie dyskredytowania odmiennych przekonań. Wierzymy, że bez względu na dokonywane wybory, każda mama chce dla swojego dziecka najlepiej. My tylko pokazujemy i polecamy nasze. 
Matka Córek - Piwnooka - Antoonovka

14 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakim jestem łosiem!!! Usunęłam Twój komentarz zamiast na niego odpowiedzieć!!!!!!! #W%#$^#$^#@!!

      Usuń
  2. NIie chcę się tu mądrzyć, ale myślę, że winny jest patriarchat. Serio Mężczyźni zaszczepili kobietom brak wiary w siebie, nawet w tak kobiecej kwestii jak ciąża i poród. Teraz kobiety chodzą do ginekologów (mężczyzn zazwyczaj!!!), żeby ci powiedzieli im, że wszystko z nimi w porządku. Co ciekawe jest tak w Niemczech i Polsce, gdzie kultura jest męska, a co za tym idzie medykalizacja. W kulturach kobiecych (Dania, Holandia) ciąża i poród fizjologiczne to NORMA. Tu się pracuje, jeździ na rowerze do ósmego miesiąca. Wychodzi się ze szpitala 4 h po porodzie. Wiesz ile czasu zajęło mi zaakceptowanie tego, że mogę rodzić, karmić itp bez żadnych ingerencji, upewniania się, sprawdzania, kontrolowania? Za długo! Myślę, że to jest prawdziwy dramat polskich kobiet- ten brak wiary w swoje biologiczne umiejętności. A ginekologom to na rękę- biznes się kręci. Smutne. A post świetny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie zdaję sprawę, że nie podeszłam w tym poście kompleksowo - ale wtedy post miałby sto stron, a wiadomo, że blogosfera nie lubi tych, co przedłużają :)
      Można by napisać jeszcze o prowadzeniu ciąży przez położną - spora część kobiet nie ma o tym pojęcia! Ciąża? Bach, do lekarza...
      Całkowicie zgadzam się z Tobą, że w dużej mierze winny jest patriarchat i z nadzieją patrzę w stronę Skandynawii i cieszę się, że Jola Petersen (duńska położna - przyp.) przyjeżdża pracować do Polski na parę miesięcy w roku, bo wierzę że ona może nam pomóc w zmianach. A do zmiany jest dużo i potrzeba wiele czasu i jeszcze więcej chęci!!!
      Jak to się stało, że wmówiono nam, kobietom, że nie potrafimy SAME urodzić, nie wiemy jak karmić własne dziecko, potrzebujemy poradnika by nauczyć się pielęgnować noworodka... Porodowy biznes! Ot co...

      Usuń
    2. A ja myślę, że trochę też my, kobiety kobietom, robimy pod górkę. No bo która z nas nie słyszała jakichś strasznych historii o ciąży i porodzie? Która będąc w ciąży i mając jakąś niewielką, fizjologiczną, dolegliwość nie usłyszała, jak to znajoma znajomej miała coś takiego i okazało się, że... Można by zrobić film grozy z tych wszystkich opowieści! ;) Nic dziwnego, że potem lecimy do lekarza, żeby być pod kontrolą. Szkoda, że tak mało pozytywnych historii o ciąży i porodzie słyszymy. A przecież to jest piękne. Hej, Matko Córek, może jakaś kolejna akcja? ;)

      Usuń
    3. Tak, to prawda. Troszkę to wszystko na nasze własne, wyraźne życzenie. Więc tylko od nas zależy, czy cokolwiek w tej kwestii się zmieni.
      Kolejna akcja, ha, czemu nie;)))

      Usuń
  3. Bardzo fajny wpis, będę je śledziła i podsyłała innym!

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie klasyka. Pierwsza ciąża (nie tak dawna, bo rok temu z wielkim brzuchem jeszcze byłam) potraktowana patologicznie, bo "niekorzystna przeszłość położnicza". 3 dni w szpitalu (bo mało wód i zagrożenie hipotrofią - co się nie potwierdziło). Clexane w brzuch + acard (na wszelki wypadek, a diagnostykę zrobi sobie pani później, bo terminy do specjalisty były na "po porodzie"). I inne. Ale hit nad hity: pessar założony na czas 24-26 tydzień, BO TAK. Przy okazji jakichś innych badań w szpitalu dowiedziałam się, że moja szyjka miała wtedy 6 cm. 6 kurde centymetrów, a nie że ledwo co trzyma!!!
    Teraz jest inaczej. Zmieniłam lekarza, wybrałam świadomie i nieprzypadkowo. Żadnych badań na wszelki wypadek, żadnego USG co wizytę. Jest normalniej. A jak się popłaczę na wizycie, to pani dr nawet przytuli :D
    Tymczasem zbieram całą swoją moc i asertywność na porodowe starcie w szpitalu (nie w domu, o czym marzę, no bo vbac).
    Twoje wpisy mogą nawet trwać kilkanaście stron, ja się nie obrażę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam mocno kciuki za Was - do sierpnia już niedaleko :) Będzie najlepiej!
      Poród naturalny po cc jest możliwy. Może spotkaj się z personelem szpitala wcześniej? Żeby ustalić szczegóły, czasem tak wiele zależy od czynnika ludzkiego! Nie ingerować, nie przyśpieszać.. Porodówka to nie taśma produkcyjna w fabryce..
      Wiem, że pd po cc jest tak samo realny - tylko w Polsce, wiadomo. Choć obiło mi się o uszy, że Jola Petersen ostatnio zgodziła się na taki poród.
      A 6cm szyjki z pessarem - sorry, ale rozbawiło mnie :D HIT!

      Usuń
    2. O wow, serio się zgodziła? Zaraz się nakręcę grrr... W każdym razie odważę się zapytać pani dr, co ona na ten temat sądzi. A wiem, że się zna ;)

      Usuń
    3. W Skandynawii to norma. Tam nikt nie mierzy nawet blizny po cc. Powiedz o tym w Polsce - "nieodpowiedzialność!! wariatka!! dramat, masakra" ;)
      Spytaj swoją lekarkę i koniecznie daj znać, co odpowiedziała. Jeśli nie zacznie Cię straszyć - duży plus dla niej i poproszę Cię o nazwisko na prv do naszego zestawienia przyjaznych lekarzy w grupie pd.

      Usuń
  5. ja niestety musiałam brać piguły na początku na podtrzymanie ale na szczęście chwilę, obyło się bez jakiś wielkich mdłości, później choroba w środku lata, gardło, zatoki, antybiotyk, później niestety przyszły skurcze w 25 tyg, panikowałam do lekarki lekarka tabletki magnez, nospa niestety utrzymywały się i były już jak porodowe to na patologie, na szczęście się wszytko unormowało i do końca już w domu szczęśliwie przebyłam. Lekarkę miałam w sumie mam do rany przyłóż dodatkowo jej mąż nade mną czuwał, tulił, i pocieszał :D położna ANIOŁ w sumie to ona całą ciąże wspierała, mówiła, opowiadała, badała i za nic bym tego nie zmieniła. niestety przyszło co do czego skurcze regularne co minute od razu! wody, bóle krzyżowe.. masakra, brak postępu, zanik tętna: cesarka. wszystko szybko się działo, cieszę się że tak się skończyło. choć żałuję teraz że nie przeżyłam tego wyjątkowego uczucia! ale "moi" lekarze mnie pocieszyli i następny już zdecydowanie naturalnie, i teraz wiem że na pewno bez żadnych piguł naturalnie i fizjologicznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego Ci życzę :) Niech będzie spokojniej, naturalniej - mam nadzieję, że tego doświadczysz, bo naprawdę warto :) Kciuki!

      Usuń