Dwie Córki

Dwie Córki

środa, 6 maja 2015

Matka Natura karmi piersią

O karmieniu piersią powiedziano i napisano już chyba wszystko. A jednak wciaż napływają nowe fakty, robione są kolejne badania. Z dnia na dzień wiemy coraz więcej i wydawałoby się, że powinniśmy coraz bardziej doceniać naturalne karmienie. Niestety wokół karmienia piersią narosło tyle mitów, tyle błędnych informacji jest nadal w obiegu - często młode mamy bombardowane są sprzecznymi informacjami z mediów, od położnych i koleżanek. Praktycznie każda kobieta po porodzie podejmuje próbę karmienia - po pół roku na piersiowym froncie pozostaje ich ok.10%.

W XXI wieku, w wyniku postępu i rozwoju, wszystko co robimy zostało zmodyfikowane - niewiadomo już co tak naprawdę jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. Począwszy od porodu, poprzez karmienie i wychowanie dziecka. Wmówiono nam, kobietom, że nie potrafimy tego wszystkiego zrobić same, że potrzebujemy sztabu ludzi i mnóstwa gadżetów. Nie wierzymy już we własne siły, zdajemy się na pomoc z zewnątrz. Wiedza kobiet na temat własnego ciała, przekazywana z matki na córkę została podważona, a zastąpiła ją ta medyczna, wyprodukowana w szpitalach i uniwersytetach (zwykle kierowanych przez mężczyzn). W naszym kraju wciąż prym wiedzie instytucja "pana doktora", położna to ktoś między pielęgniarką a salową. Pomijamy ich wiedzę i doświadczenie - choć zwykle to one prowadzą porody i to one zajmują się młodymi matkami podczas ich pierwszych kroków na mlecznej drodze. Kiedyś istniała instytucja akuszerki, od której kobiety czerpały wiedzę na temat ciąży, porodu, połogu i laktacji. W dzisiejszych czasach nieśmiało wychodzą przed szereg doradcy laktacyjni oraz promotorzy karmienia piersią.

Wszystkie trzy mamy tworzące ten cykl artykułów o naturalnym rodzicielstwie, karmiły i właściwie nadal karmią piersią. Jest to więc temat niezwykle nam bliski, ale cieszę się, że to ja mogłam o tym napisać. Mam dwie córki i dwa skrajnie różne doświadczenia z karmieniem naturalnym.

Mój pierwszy poród nie skończył się przystawieniem córki do piersi, choć ta ewidentnie pełzała po moim brzuchu w odpowiednim kierunku. Ale ja nie wiedziałam co robić, nikt też mi nie pomógł - miałam wrażenie, że cała widownia zgromadzona w sali porodowej tylko czeka aż pozwolę zabrać dziecko do ważenia. Pierwszy raz przystawiłam ją na sali poporodowej, zassała elegancko, bolało jak diabli. Nie wiedziałam czy mam mleko, czy dobrze przystawiam - zostawiono mnie samą. Gdy zgłosiłam ból otrzymałam radę "proszę kupić silikonowe kapturki" (a zaraz potem przyniesiono mi gotowe mleko modyfikowane). Bzdury straszne, ale musiałam urodzić drugie dziecko, by się o tym przekonać. Przypominam sobie, że moja szpitalna współlokatorka miała tyle mleka, że ściągała je i wylewała do umywalki, bo nie było możliwości przechowywania, a jej synek nie nadążał z jedzeniem. Dlaczego nikt nie zaproponował tej kobiecie wykarmienia połowy oddziału noworodkowego? Myślę, że spokojnie dałaby radę. Ja natomiast kolejne tygodnie robiłam sobie z sutków butelkę, ale mimo to nie poddawałam się! Córka zasysała, widziałam, że mleko leci. Jednak kierowana mądrymi radami wprowadziłam harmonogram karmień co trzy godziny, nigdy też nie pozwalałam zbyt długo "wisieć przy cycu". Zaczęły się problemy z zatorami, miałam zapalenie piersi. Zamiast przystawiać dziecko skupiłam się na laktatorze i kapuście. Gwoździem do trumny karmienia była wizyta u pediatry. Lekarka stwierdziła, że te moje wielkie piersi są tylko takie duże, a mleka w nich nie ma. Dziecko nie przybierało na wadze - ale nie było czasu na zastanowienie się "dlaczego", bo poczekalnia pełna była ludzi... Dostałam nakaz karmienia mlekiem modyfikowanym pod groźbą zgłoszenia sprawy opiece społecznej. Wróciłam do domu i bardzo płakałam. Nadal podawałam pierś w silikonowym kapturku, a potem butelkę. Aż w końcu nadszedł siodmy miesiąc i moja córka nie chciała już więcej pić mojego mleka. 

Jest bardzo niewiele kobiet, które nie mogą podjąć karmienia piersią po porodzie. Jest ich mniej niż 1%. Do tej grupy należą matki bedące nosicielkami wirusa HIV lub HTLV, te, które przyjmują niektóre leki np. podczas chemioterapii oraz te, których dzieci cierpią na galaktozemię (nieprawidłową przemianę laktozy). Coraz więcej dzieci rodzi się przez cesarskie cięcie, wiele porodów stymuluje się używając syntetycznej oksytocyny. To zakłóca fizjologię karmienia zarówno po stronie mamy jak i dziecka, które może mieć trudności z prawidłowym uchwyceniem piersi. Do tego dochodzi brak fachowego wsparcia na oddziale położniczym - kobiety zaczynają szukać innego rozwiązania, a niestety zbyt rzadko jest to skorzystanie z pomocy doradcy laktacyjnego spoza szpitala. Również pediatrzy, nie wszyscy, ale jednak wciąż zdecydowana większość, nie posiadają wystarczającej wiedzy na temat laktacji i traktują młode matki w sposób, jaki opisałam wyżej na własnym przykładzie...

Przy drugim porodzie, domowym, zawzięłam się. Czułam, że ze Starszakiem coś zostało nam odebrane i podświadomość mówiła mi, żebym teraz się nie poddawała. Było mi łatwiej, ponieważ poród domowy ma jedną wielką zaletę - brak personelu. Moja położna akceptowała wszystkie moje wybory. Nie było buteleczek z gotowym mlekiem, było za to 100% czasu dla mnie i dla mojej drugiej córki. Z jej pomocą przystawiłam Młodą do piersi. Nie było kolorowo - początki tego bloga to opisy krwawych przygód cycowych. Przy każdym karmieniu mówiłam, że widzę "miliony złotych monet" przed oczami. Miałam poranione sutki, które przy karmieniu na żądanie nie miały czasu się zagoić. Wytrzymałam tydzień, chyba nawet niecały, i dotarłam do momentu "albo doradca laktacyjny albo pucha mleka". Zadzwoniłam rano, po południu już miałam wizytę. Przyjechała do mnie wspaniała kobieta, dzięki której karmię do dziś. Wystarczyła zmiana pozycji - Młoda zbyt płytko łapała brodawkę, dlatego zdzierała mi sutki. Wizyta kosztowała 100zł, następnie kupiłam muszle laktacyjne Medela za 50zł (ułatwiały wietrzenie i gojenie) i na tym zakończył się mój wkład finansowy w karmienie. Cztery tygodnie docierałam się z córką (dosłownie), a po upływie miesiąca nie wydarzyło się nic, żaden nawał, żaden zator, karmienie stało się naturalnym elementem w rytmie dnia codziennego. Nie było dnia, kiedy zastanawiałabym się, czy mam mleko, czy nie mam mleka, czy ona się najada, czy może potrzebuje więcej - nabrałam swobody, luzu i widziąc że jest dobrze nie szukałam dziury w całym. Ani razu nie użyłam laktatora. Miałyśmy momenty jedzenia co 2 godziny przez trzy dni, dzień, noc, ale brałam to na klatę wietrząc skok rozwojowy czy nowe zęby. Byłam pewna, że robię dobrze, a karmienie dało mi wiarę we własne siły. Uwierzyłam w swoją matczyną intuicję.







Wokół karmienia piersią narosło wiele mitów i tak, nawet ja usłyszałam, że może bym już nie karmiła w nocy, bo będziemy miały próchnicę (co jest bzdurą). Że lecząc się antybiotykiem na zapalenie krtani powinnam odstawić na tydzień (jak się wraca do karmienia piersią po tygodniu??). Zderzyłam się z niewiedzą, może inaczej, z brakami w wiedzy u lekarzy pediatrów i internistów...

Noszę ze sobą telefon, w którym mam zapisany Laktacyjny Leksykon Leków - niesamowicie przydatny serwis, w którym znajdziecie spis wszystkich leków wraz z informacją czy można stosować karmiąc piersią (i często trzeba go podsunąć pod nos lekarzowi...). Bardzo zasmuciła mnie historia jednej instagramowej mamy, która zachorowała na ospę, dostała lek Heviran, a lekarz powiedział że przy nim bezwzględnie trzeba odstawić. Jej córka miała miesiąc, ona biorąc ten lek mogła karmić dalej, a mała dostałaby komplet przeciwciał. Nie wiem jak skończyła się ta historia, więm natomiast, że była to udręka zarówno dla niej, jak i dla jej córeczki. Coś, czego można było uniknąć.

Inne mity, którymi obwarowane są kobiece piersi karmiące to:

- trzeba trzymać restrykcyjną dietę - głupota, jemy wszystko, eliminacje zaczynają się dopiero w przypadku zauważenia objawów alergii;
- duży stres może spowodować zanik pokarmu - nieprawda - stres może utrudnić wypływ mleka (spada poziom oksytocyny), ale pokarm nie znika z dnia na dzień;
- trzeba opróżniać pierś do końca po każdym karmieniu - tylko jak to zrobić, skoro piersi produkują mleko nieprzerwanie? To było jedno z pierwszych pytań zadanych mi zarówno przez mamę jak i teściową "czy opróżniam pierś po każdym karmieniu?" hmm, chyba nie;
- im większe piersi tym więcej pokarmu - mit! w celu zgłębienia tematu odsyłam na Mataję;
- jeżeli kobieta nie karmi piersią, zachowa kształt biustu - bzdura totalna, żeby zachować kształt biustu nie należy zachodzić w ciążę, bo na zmianę kształtu piersi i kondycji skóry wpływają zmiany hormonalne już podczas ciąży (do tego dochodzi genetyka);
- nie można ćwiczyć, bo mleko się zważy/skwaśnieje - kolejna moja ulubiona bzdurka - ruch i ćwiczenia nie zmieniają składu mleka;
- nie można pić alkoholu - MIT - można! jeśli odstępy między karmieniami wydłużają się do trzech godzin lub więcej, możesz sobie matko pozwolić na małe piwo, serio! Promili w mleku jest zawsze tyle samo co w krwi. Nie ma ich w krwi - nie ma ich w mleku. Proste.

No to zdrówko! Dziś wieczorem umawiamy się na piwo. Co jeszcze dopiszecie do listy mitów?

Zdjęcia wykonała podczas zeszłorocznej Mlekoteki we Wrocławiu Monika Mo Dawidowicz.


Trzy mamy, trzy blogerki znają Matkę Naturę z każdej jej strony. Same walczyły o dobry i zdrowy poród, o karmienie naturalne, o własne wybory. Teraz dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem oraz zapraszają na cykl wpisów, poświęconym świadomemu macierzyństwu w zgodzie z naturą. Nie będzie polemiki z innymi metodami, nie będzie dyskredytowania odmiennych przekonań. Wierzymy, że bez względu na dokonywane wybory, każda mama chce dla swojego dziecka najlepiej. My tylko pokazujemy i polecamy nasze. 

Dotychczas w cyklu ukazały się posty:

31 komentarzy:

  1. Dodałbym do mitów brak możliwości karmienia po cc. Nic bardziej mylnego, bo rodzaj porodu nie determinuje pojawienia się pokarmu.

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Boodzik - miałam dwa porody cc i pokarm miałam dopiero na 3 dzień po porodzie w obu przypadkach. mimo przystawiania dzieci do piersi pokarmu po miesiącu nie było. także to żaden mit nie jest, wszystko zależy od organizmu kobiety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od organizmu, a nie rodzaju porodu, jak słusznie zauważyłaś.

      Usuń
  3. Karmienie to moja najbardziej straszna historia.. Pokarm się pojawił w 6 dobie po porodzie ( miałam znieczulenie ogólne i chodziłam do tyłu 4dni ). Córka nie umiała chwycić, darła się dzień i noc z głodu przez 1,5 miesiąca.. a ja karmiłam, na kiblu, w kiblu, w wannie, w sklepie, przy garach, w dzień w nocy, non stop! A mleka jak nie było tak nie było.. Lekarka mnie zrąbała, że dziecko nie przybiera i zakazuje mi dalej karmienia ' tym czymś' - pokazując na moje zmaltretowane, wyciuckane do cna piersi. Nie chciałabym tego nigdy powtórzyć ze względu na dobro dziecka, siebie i sąsiadów.. To wykańczało mnie psychicznie, nic nie jadłam, suchy chleb i woda, bo dziecko miało biegunkę, kolki, cuda wianki na kiju i wszystko na raz. Gratuluję natomiast wytrwałości powyższym matkom. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o matko, jakie historie :( ale co się nie powiodło przy pierwszym to można nadrobić przy drugim;) trzymam kciuki!

      Usuń
  4. Ach, ach. Pięknie wyglądasz z taką małą Dalią. Pamiętam, że w każdej salce w szpitalu były takie autorskie poradniki "jak dobrze karmić". A że miałyśmy na początku problemy, to uczyłam się ich niemal na pamięć, jakby teoria miała mi załatwić sprawę. O tym opróżnianiu piersi też było, bo zastoje czy coś tam. A trzeba było po prostu poddać się swojej intuicji.
    Ja właśnie sączę miodowe ;) Miłego wieczoru!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalia ma tu niecałe 3 miesiące a ja rude ombre :D
      cyk piastem z sokiem malinowym!

      Usuń
    2. I właśnie sobie uświadomiłam, że ma smoczek! Czyli paluchy zaczęła ssać później ;)

      Usuń
  5. temat karabin:) ja miałam dobry start i całą drogę karmienia wspominam bardzo pozytywnie, zero pogryzionych sutków, zapalenia piersi… jedynie przez pediatrę, które ze względu na kolki u dziecka wprowadziła restrykcyjną dietę, nabawiłam się prawie anemii. Tak jak ci wcześniej wspominałam gorzej było z porodem, który zamiast pięknego doświadczenia zamienił się w koszmar:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w ogóle temat rzeka :) tak nam się ładnie wpasował cykl z trendem w internetach - dużo blogerów porusza teraz temat kp.
      kolki największa tajemnica świata - zupełnie nie jest mi to znane... ale współczuję. i życzę by za drugim razem było znacznie lepiej :*

      Usuń
  6. Straszne te Twoje doświadczenia ze starszą córeczką! Naprawdę szkoda, że takie historie są bardzo częste, że teraz wszystko jest takie super nowoczesne, taki poziom mamy wiedzy i rozwój i wszystko, że te nasze pradawne instynkty są ze wstydem spychane w zapomnienie... Ja przy dwóch pierwszych dzieciach nie otrzymałam żadnej pomocy, ale na szczęście nie była potrzebna. Za trzecim razem musiałam rodzić w innym szpitalu. I ach! Jaka tam była niesamowita opieka laktacyjna, cały personel wspierający i zachęcający. Mimo, że urodziłam 6 tygodni przed czasem i przez cztery dni nie mogłam przystawiać synka do piersi, bo leżał na OIOMie i patologii noworodka to i tak od początku karmiony był moim mlekiem (na początku z dodatkiem mm, bo by nam umarł z głodu, dosłownie ;). I byłam w szoku, że tak wszystkim zależy, żebym karmiła naturalnie! A przecież to powinien być standard wszędzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli trafiłaś na super opiekę - genialnie! tak powinno być wszędzie, zgadzam się. walczmy o to!

      Usuń
  7. Kolejny mit - nie można karmić w ciąży. Na szczęście trafiłam na super lekarza, który powiedział, że nie ma żadnych przeciwwskazań, jeżeli ciąża nie jest zagrożona. Karmiłam synka przez całą ciążę, niestety w II trymestrze zmniejszyła mi się ilość pokarmu (synek ssał prawie non stop w nocy, a rano pieluszka była prawie sucha), nie chciał pić z butli, ale w końcu załapał więc przez pół roku na noc dostawał mm, w dzień do drzemki cycusia. Po porodzie zaczęłam karmić dwójkę i to najlepsze co mogło mi się przydarzyć. Im więcej czytam na temat karmienia piersią tym bardziej przekonuję się do karmienia do czasu samoodstawienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tandem <3 świetnie, gratuluję Ci!!!

      Usuń
  8. Ja karmiłam ciągle dwoje dzieci przez 6 lat bez przerwy. Zaszłam w ciąże z drugim dzieckiem gdy pierwsze miało rok i 9 miesięcy i karmiłam do dnia porodu.Lekarz zalecał odstawić małego, ale nie mogłam ,bo było mi go szkoda. Tylko na początku gdy dzieci były małe-do około 2 miesięcy po porodzie -trzymałam dietę lekkostrawna. Przez cały okres karmienia nie piłam alkoholu. Mała odstawiła cyca gdy miała 3,5 roku i sama zrozumiała ze jest już za duża i po prostu mnie to męczy. Nigdy nie dokarmiałam dzieci sztucznym mlekiem zawsze jadły ile chciały i jak długo chciały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow ale super! tandemy karmiące są mega słodkie. gratuluję!

      Usuń
  9. u mnie przygoda z karmieniem tez zakonczyła sie czesciowo przez antybiotyk. pisałam dzis własnie u PIwnookiej, ze choc mialam ogromne checi (wrecz obsesję) i warunki (zero nawału, bólu, popekanych brodawek) u nas sie niestety nie udało karmić długo. Do teraz zła jestem jak cholera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie bądź zła, bądź dumna, a następnym razem mądrzejsza - antybiotyk nie przekreśla drogi mlecznej. w całym swoim cycowaniu spotkałam tylko jedną lekarkę, która przy mnie otwarła księgę leków i szukała, i szukała, i szukała... bo jestem uczulona na penicylinę, więc miała podwójnie trudne zadanie. ale znalazła - bo dla chcącego, wiadomo co :)

      Usuń
  10. Serio z tą opieką społeczną? Jakie to niesie konsekwencje? Przychodzą panie z mopsu i patrzą, jak karmię? Jak byś dzisiaj na to odpowiedziała? Jakie argumenty? Kontr-skarga do NFZ-u? Myślałam o takiej sytuacji kiedyś, ale wydała mi się zbyt absurdalna i hipotetyczna...
    (ale dziś przygotowuję się na wszystko ze wszech stron, to dopytuję)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam pojęcia, na szczęście nie dane mi było się przekonać. znam jeden przypadek kontroli opieki społecznej po porodzie domowym, którą nasłał na rodzinę ordynator szpitala.
      nie wiem co bym zrobiła. tak się wtedy bałam, że podejrzewam wszystko mogliby ze mną w tamtym momencie zrobić :(

      Usuń
  11. Cudny tekst, tylko ten smoczek... :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana! To był prosty wybor - albo smoczek albo moje piersi. Brodawki miałam zdarte do mięsa, zastrupkowane, z płynem surowiczym, nie mogące się zagoić, bo Młoda chciała ssać co chwilę. W momencie gdy przestałyśmy mieć kłopoty natury piersiowej - smoczek został odrzucony, natura wiedziała co robi :) Co prawda Młoda ssie paluchy w tym momencie, ale nie sądzę by miało to trwać wiecznie.

      Usuń
    2. O rany, ale przejścia. Nie zazdroszczę. Mimo wszystko do postu o kp bym smoczka nie wrzucała.

      Usuń
  12. Magda..jak dobrze mi sie czyta Twoj blog..ile tu jest prawdy...przy drugim dziecku dojrzalam, dowiedzialam sie jak wiele bledow popelnilam przy Franiu....Basia jest wychowywana spokojniej, bezksiazkowo, na luzie I z wiekszym zrozumieniem jej potrzeb nie tylko moich...mimo, ze urodzila sie przez cc mialam mleko, sily, milosc przeogromna...I wiedzialam, ze to wszystko jest w glowie a nie na papierze I slowach lekarzy..szkoda, ze nie wiedzialam tego 5 lat temu przy pierwszym porodzie :)
    Izka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego trzeba mieć więcej dzieci :) dzięki Iza!

      Usuń
  13. Ja też miałam cc i też był problem z początkami z karmieniem piersia. Pierwszej nocy pielegniarki po prostu zabrały młodego i bez mojego przyzwolenia dokarmiły butlą, ale ze byłam praktycznie nieprzytomna, to odpusciłam sobie robienie afer. Druga noc to samo, młody praktycznie wisiał mi na cycu, ale wręcz tracił na wadze, więc znowu skonczyło sie butlą. Byłam na granicy wytrzymałosci po prostu. W koncu po tygodniu trafiłam do domu, przyjechała moja mama, kupila w aptece femaltiker i przez tydzien robiła za mnie wszystko w domu, ja tylko lezalam i karmilam i dochodzilam do siebie. W koncu wszystko skonczylo sie dobrze :). Teraz karmimy się już 6 miesiąc i nie wygląda, abyśmy mieli sie z tym sposobem szybko rozstać ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniale! Gratuluję Ci z całego serca! U nas właśnie stuka 17 mcy i po pierwszej porażce kp nigdy nie sądziłam, że można tak długo cycować ;)

      Usuń
  14. Dwie córki karmiłam/karmię piersią, starszą 2 lata, młodej leci 1,5 roku i zamierzam karmić do samoodstawienia. Bez wsparcia w rodzinie, bez pomocy, z książką o kp pod pachą i uporem w oczach przebrnęłam przez pierwszy traumatyczny miesiąc. Dałam radę :D Druga córa po cesarce, mleko sikało po ścianach chyba z dzikiej radości, że po cc na cito wszystko z córą ok. Mleczna droga zaczyna się w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dwie córki karmiłam/karmię piersią, starszą 2 lata, młodej leci 1,5 roku i zamierzam karmić do samoodstawienia. Bez wsparcia w rodzinie, bez pomocy, z książką o kp pod pachą i uporem w oczach przebrnęłam przez pierwszy traumatyczny miesiąc. Dałam radę :D Druga córa po cesarce, mleko sikało po ścianach chyba z dzikiej radości, że po cc na cito wszystko z córą ok. Mleczna droga zaczyna się w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kolejny mit- nie można leczyć zębów podczas karmienia piersią. Jestem po kanałowym ;)
    http://polinkowa.blogspot.com/2016/07/o-skazie-biakowej-sow-kilka.html?m=1

    Zapraszam do nas, karmię piersią córkę ze skaza białkową.

    OdpowiedzUsuń